Korfu

Korfu 16- 24.09.2014r

This slideshow requires JavaScript.

 

Ilość osób uczestnicząca w wyjeździe: 1
Koszty:
Transport Bus Lublin-Warszawa- Lublin 60 zł (Contbus, BP Tour)
Samolot – Warszawa- Korfu 397 zł (czarter TUI)
Busy na wyspie ok 65 zł
Noclegi:
Acharavi – „Silvert Nest Apartments” 175 zł/3 doby/pok. 2 os (ok 30 zł/os) przez Hostelworld.com
Paleokastritsa „Anemona Studios” 245 zł/3 doby/pok 2 os (ok. 40 zł/os) przez Booking.com

Suma kosztów (bez wyżywienia): ok 950 zł/os

Na Korfu zdecydowałem się polecieć, będąc jeszcze w Czarnogórze. Okazje stworzyło biuro podróży TUI, które ma całkiem niezłe ceny swoich czarterów. Mi udało się kupić przelot z bagażem rejestrowanym za 397 zł choć najtańsza cena jaka widziałem na ten lot to 297 zł/ obie strony.

Połączenie lotnicze trwa ok 2,5 godziny. Na miejscu byłem ok. północy i zdecydowałem się przenocować na lotnisku. Było całkiem wygodnie i spokojnie :)Na terenie całego lotniska można korzystać z bezpłatnego Wifi.

Wyspa nie jest na pewno bardzo duża, co umożliwia jej dość dobre poznanie w niedługim czasie. Idealne do tego jest wypożyczenie samochodu lub skutera ( samochód ok 30-40 euro/ dobę, skuter ok 15-20 euro). Ja niestety nie dotarłem z prawem jazdy, ponieważ jeszcze w Polsce zgubiłem go :( Cała wyspa jest połączona siecią 2 typów połączeń, lokalnych blue line, obecnych w samym Korfu Town i najbliższych okolicach oraz Green Bus docierających do najważniejszych punktów wyspy.
Rozkład i ceny:

http://www.ktelkerkyras.gr/?module=default&pages_id=7%20lang=el

Rano , pierwszym busem ( już od 7:00 rano ostatni powrotny na lotnisko o 21:55, kursują co ok godzinę) dotarłem do miasta – Korfu Town/ Kerkiry ( obie te nazwy funkcjonują równorzędnie). Z lotniska mozna też spokojnie dotrzeć na piechotę, to dosłownie ok pół godziny spacerkiem. Stąd złapałem busa do Acharavi na północy wyspy. Podróż zajęła ok. godziny (3,60 €), przed południem zameldowałem się w Silver Nest, który okazał się świetnie zlokalizowanym apartamentem z jednej strony prawie w centrum, niedaleko przystanku a jednocześnie w spokojnej części ok 150 m od morza :)

Apartament ma dobrze wyposażony aneks kuchenny, co pozwala na samodzielne przygotowywanie jedzenia :) pełny dostęp do internetu przez WIFI. W bonusie niezwykle mili i pomocni gospodarze .

Plaża cięgnie się kilometrami i jest gównie piaszczysto- żwirowa, momentami kamienista. Jest również część przeznaczona dla nudystów.

W kolejnych dniach oprócz byczenia się na plaży, sporo czasu poświęciłem na zwiedzanie okolicy, głównie na rowerze. Trasa jest nieco pagórkowata, ale widoki po dotarciu do celu wynagradzają cały wysiłek.

Jeden dzień przeznaczyłem na Sidari, z najbardziej rozpoznawanym chyba Canal d’Amour i okoliczne, zapierające dech w piersiach Cape Drastis! Nie dajcie się jednak namówić na dojazd tutaj rowerem, trasa jest na prawdę męcząca.
Warto zejść nieco z utartego szlaku, żeby trafić na strome zbocze wspaniałych klifów. Będąc przy Cape Drastis, warto zejść na sam dół trasy, do niewielkiej skalistej plaży. Miejsce bardzo klimatyczne, stąd tez kursuje co ok godzinę łódź motorowa, zabierająca turystów na fajne trasy za ok 10 €/os). Samo Sidari jest typowo turystyczną mekką, głownie Brytyjczyków i Niemów. Samo centrum nie powala :)

Piątek poświęciłem na północno- wschodnią część Korfu, głównie Kassiopi. Można tudojech
Kolejny przykład powalających krajobrazów i przepięknych plaż, szczególnie polecam plażę Bataria.

Kolejne dni spędziłem w popularnej miejscowości Palaiokastritsa. Aby dotrzeć tutaj trzeba wrócic do Kerkiry  i za 2,30 € green busem dojechać w pół godziny na miejsce. Podobnie jak w przypadku Acharawi, okazało się, że to strzał w dziesiątkę. Sam apartament, w którym nocowałem znajduje się na początku Palokastritsy, co ma swoje plusy i minusy. Po drodze do co najmniej 3 głównych plaż ( Akrotiri, Agios Spirydion, Agios Petros)) znajduje się kilka punktów widokowych, łącznie z popularnym barem La Grotta czy jednym z piękniejszych widoków z „Acapulco”- a tu bezpłatny basen, leżaki, parasol i to wszystko z widokiem, który uzależnia :) Nie można tez ominąć okazji i strzelania kilku fotek z Monastyru górującego nad zatoką.

W zasadzie przy każdej z plaż można wypożyczyć łódź motorową do własnej dyspozycji a z niektórych skorzystać za ok 10 € ze zorganizowanego podziwiania podwodnych widoków z łodzi z przeszklonym dnem. Na prawdę fajna opcja :) A to nie jedyne rejsy dostępne na miejscu.

Ostatni dzień poświęciłem na zwiedzanie Korfu Town (Kerkiry), głównie skupiając się na starym mieście, oraz punkcie widokowym na pas startowy lotniska i najbardziej rozpoznawany punkt na Korfu- maleńki monastyr Vlacherna. Warto zrobić kilka zdjęć, np. lądującym i startującym samolotom.

Podsumowując, ta niezwykła, zielona wyspa to świetne miejsce na spędzenie co najmniej tygodnia w miejscu, które pozostawia świetne wspomnienia. Tu koniecznie trzeba przyjechać

Praktyczne porady:

- Aby być niezależnym i dotrzeć w każde miejsce na wyspie, warto wypożyczyć samochód lub skuter
– Dobrze zaopatrzyć się w specjalne buty do wody ze względu na niewygodne, kamieniste wejście do morza oraz gdzieniegdzie ostre krawędzie
– Warto oddalić się nieco z utartego szlaku, szczególnie w okolicach Cape Drastis, żeby trafić na niezwykłe miejsca
– Lepiej skupić się na północnej części wyspy, południowe regiony sa bardziej rolnicze, z wyjątkiem Kavos, totalnej imprezowni pełnej wiecznie pijanych nastolatków
– Dla rodzin z dziećmi najlepsze plaże znajdują sie na północy, sa bardziej piaszczyste i nie mają długie, bezpieczne zejścia do wody
– Zachodnie wody wyspy są zdecydowanie bardziej zimne od pozostałych
– W każdej miejscowości znajdują się apartamenty z basenem i leżakami, z wielu z nich można korzystać zupełnie bezpłatnie.
– Bardziej popularne turystycznie miejscowości są połączone z Korfu Town green busem, rzadko występują połączenia z pominięciem „stolicy wyspy” , jak, np. między Sidari a Kassiopi.- Koszt wypozyczenia roweru to ok 8€/dobę

Czarnogóra

Czarnogóra 31.08-10.09.2014r
Liczba osób: 2

Koszty: 599 zł (wyjazd zorganizowany z biurem Fun Club) a w tym:
– przejazd na trasie Warszawa- Ulcinj- Warszawa
– nocleg w apartamencie Mola 9 nocy/pokój 2 os.
Przejazd Lublin- Warszawa- Lublin -60 zł
Ubezpieczenie 50 zł
Opłaty klimatyczne 65 zł

Suma kosztów: 715 zł/os

Jeden z niewielu w ostatnim czasie wyjazdów w biurem podroży. Jeśli ktoś jest odważny aby jechać ok 30 godzin autokarem, to jest to fajna opcja. Grupa wiekowa na tym kierunku to 50+ , co świadczy o wysokości naszych emerytur ;)
Nie zmienia to faktu, że wyjazd bardzo udany.

Samo Ulcinj to miejscowość w południowej Czarnogórze, blisko granicy z Albanią, z resztą 65 % jej mieszkańców to Albańczycy. Co charakterystycznego:
– fajnie położona, sporo tu wzniesień,
– fantastyczne, skaliste plaże,np. Velika plaža (Wielka plaża) – piaszczysta, długość 13 km to najdłuższa plaża po tej stronie Adriatyku !
– Mala plaža (Mała plaża) – piaszczysta, długość 700m (plaża miejska w najbardziej atrakcyjnej części miasta, w pobliżu starówki),
– Ada – piaszczysta plaża, długości 3 km, część przeznaczona dla naturystów (w pobliżu osiedle naturystyczne) i Valdanos – położona wśród gajów oliwnych. Jest tu też starówka, wysunięta w głąb morza, licząca ponad dwa tysiące lat, starsza nawet od tej w Dubrowniku !

W mieście ogólnie dość drogo, a mieszkańcy niekoniecznie pozytywnie nastawieni do turystów :( Sami rezydenci twierdzą, że Czarnogórzanie należą do najbardziej leniwych ludzi w Europie. I chyba tak jest ;)

Co zobaczyć w szeroko rozumianej okolicy?
My korzystaliśmy z wycieczek fakultatywnych, bo choć nie tanie (najtańsza 35 euro, większość 40 euro) – warto było.

Rejs po Zatoce Kotorskiej- całodzienna od 7:30- 20:30 – szczególnie Tivat, skąd wypływamy do Harceg Novi ze zjawiskowa starówką, dopływamy do niewielkiej wioski Zanjic, skąd przesiadamy się w łodzie motorowe zabierające nas do tzw. Błękitnej Jaskini, przy której można popływać i ponurkować, świetne miejsce. Dalej do Jednego z najpiękniejszych miast- Kotoru. Koszt 35 euro

Kaniony Czarnogóry- to największe zaskoczenie. Kaniony, w tym Kanion Tary robi ogromne wrażenie. Jest to najgłębszy kanion starego kontynentu, a trzeci na świecie! po Kanionie Colca w Peru oraz Wielkim Kanionie Colorado. Na terenie Narodowego Parku Durmitor odbywają się tutaj raftingi. Jedna z atrakcji są też zjazdy po linie między brzegami ok 1200 m kanionu. Koszt zjazdu między 10-20 euro! Na pewno warto! Koszt wycieczki 40 euro.

Byliśmy również bez biura w Budvie, z Ulcinja to ok 2 godzin drogi. nie bez powodu na wyspie św. Stefana, będącego wizytówką Czarnogóry i występującego na większości pocztówek z tego miejsca. Swoje apartamenty posiadają tu największe gwiazdy jak np. Tina Turner.
Sama Budva mimo małego, choć urokliwego starego miasta, przyciąga. Nam osobiście najbardziej spodobały się plaże ciągnące się wzdłuż wybrzeża. Widoki niesamowite.

Jedynym w swoim rodzaju jest jezioro Szkoderskie- duży akwen wodny. Na jeziorze znajdują się wyspy, na których mieszczą się zabytkowe monastery. Jezioro jest także miejscem gniazdowania licznych kolonii ptaków. Jest to jedno z niewielu w Europie miejsc występowania pelikanów. 2/3 jeziora leży w Czarnogórze, a 1/3 w Albanii. Klimat nie do opisania!

Podsumowując: Niczym Magda Gessler: Polecam :)

Aplikacje podróżnicze na smartfony

Dzisiaj chciałem przedstawić dwa przykłady narzędzi, w dużym stopniu zwiększające możliwości poznawania fajnych miejsc. Jak wiecie planowałem pobyt w Norwegii, ale ze względu na złą pogodę postanowiłem zostać w Polsce.

W związku z tym, że głównym celem było podziwianie fiordów, znalazłem aplikację Fjord1 Turysta, która powstała również w języku polskim. Po włączeniu GPS w telefonie i wejściu na prom linii Fjord1, aplikacja sprawdzając nasza pozycję, będzie nam przedstawiać ciekawe informacje na temat mijanych miejsc. W zasadzie przez całą trasę (np. najbardziej malownicza i popularną z Geiranger do Hallesylt) będziemy dowiadywać się wielu ciekawostek o tym regionie.

 

                       232323 454545 12121212                                                 foto: play.google.com             

Kolejna aplikacja, którą maksymalnie wykorzystałem w Gdańsku ( w którym zatrzymałem się na kilka dni, rezygnując z lotu do Alesund) to Gdansk4U Mobile. Jest to również bezpłatna, dobrze rozbudowana apka. I tu również aktywując GPS’a możemy wyznaczyć sobie dowolne trasy zwiedzania obejmujące ok 100 atrakcji, do każdej z nich dodano możliwość wysłuchania lektora, opisującego dane miejsce, często połączone z rysem historycznym. W każdej chwili możemy podejrzeć w jakiej odległości znajdują się inne ciekawe turystycznie miejsca. Pewnie nie wszyscy się ze mną zgodzą, ale jak dla mnie jest to prosty i bezpłatny substytut przewodnika.

Decydując się na wybór odwiedzanych miejsc, można się tez sugerować subiektywną ocena innych użytkowników, pozostawioną w systemie gwiazdkowym przy każdym z zawartych w przewodniku miejsc. Co ciekawe, aplikacja działa w trybie offline, pobieramy więc ja tylko raz w całości.

Jest tez inna wersja zwiedzania. Każde z zawartych w Gdansk4U miejsc posiada tabliczkę z kodem QR, który można szybko zeskanować telefonem i wysłuchać informacji o danym miejscu. Znajdziemy tu również najbardziej aktualną listę ciekawych wydarzeń w okolicy. Jedną z najlepszych funkcji jest opcja „Pomysł na weekend”, a w niej propozycje różnych tras, np. szlakiem muzycznym, piknikowym, wielokulturowym, czy architektonicznym- szlakiem gotyku ceglanego.

 

                                11792_3            11792_4

 

                                foto: gdansk4u.pl

A może Wy tez macie jakieś ciekawe doświadczenia z aplikacjami ułatwiającymi zwiedzanie? Jesteście zdania, że ułatwiają podróżowanie, czy są zbędne i odciągają od swobodnego cieszenia się samym miejscem?

Wpis niesponsorowany.

Gruzja

Gruzja
Termin: 22-27.06.2014r
Ilość osób: 1

This slideshow requires JavaScript.

Koszty:

Przejazd Lublin- Warszawa- Lublin- 60 zł (Contbus)
Przelot Warszawa- Kutaisi- Warszawa- 280 zł (Wizzair)
Marszrutka (bus) Kutaisi lotnisko- Kutaisi dworzec kolejowy – 5 Gel ok 9 zł
Pociąg Kutaisi-Tbilisi – 17 GEL – ok. 30zł
Marszrutka (bus) Tbilisi- Kazbegi 15 GEL (z postojami na fotki) -ok.27 zł
Marszrutka (bus) Kazbegi- Tbilisi 10 GEL (bez postojów :)
Bus Tbilisi- Sighnaghi – 6 GEL -ok.10 zł
Taxi Sighnaghi – Szlak winny- Tbilisi- 30 Gel -ok 55 zł
Pociąg Tbilisi-Zugdidi – 18 GEL -ok. 32 zł
Marszrutka (bus) Zugdidi- Mestia -20 GEL -ok.35 zł
Marszrutka (bus) Mestia- Kutaisi – 25 GEL -ok. 45zł
Taxi Kutaisi- Jaskinia Promoteusza- Lotnisko Kutaisi 8 GEL/os -ok 15 zł

Noclegi:

Kazbegi ( Nazi Guesthouse ) 35GEL//os ( z całodziennym wyżywieniem- ok 60 zł
Sighnaghi (Guesthouse Maia ) 30 GEL/os z całodziennym wyżywieniem- ok 55 zł
Mestia – ( Nano Guesthouse ) 35 GEL/os z całodziennym wyżywieniem- ok 60 zł

Suma kosztów (bez wyżywienia): ok. 800 zł/os

27 czerwca, kiedy wracałem z Gruzji, dowiedziałem się, że podpisała ona właśnie tego dnia umowę stowarzyszeniową z Unia Europejską. Jest to więc symboliczny krok do zmian, które jeszcze tu zajdą w najbliższym czasie. Mam jednocześnie nadzieję że to, co w niej piękne- ludzie, zwyczaje, miejsca- pozostaną jak najdłużej dziewicze.

Po przylocie do Kutaisi z Warszawy o 20:40 ( zmiana +2h do czasu Polskiego), marszrutką odjeżdżającą spod lotniska dojechałem do dworca kolejowego Kutasi I (5 GEL).
Mimo znalezionych w internecie informacji, jakoby pociąg odjeżdżał spoza Kutaisi, jest to zdecydowanie miejsce w obrębie miasta. Razem ze mną na pociąg nocny- kuszetkę

do Tbilisi czekało jeszcze fajne małżeństwo Polaków. Dworzec wydawał się opuszczony, przez pewien czas zastanawiałem się nawet jak się do niego wchodzi ;) a jedynym pozytywnym jego elementem był mały sklep całodobowy z wódką. Razem z nowymi znajomymi nie omieszkaliśmy go odwiedzić jeszcze kilka razy przed odjazdem. Pociąg odjechał punktualnie o 00:25- był to wagon doczepiony nieco później do większego składu, jadącego z Batumi. Mimo wcześniejszych ostrzeżeń wyczytanych na farach, ukazujących zadymiony, nie do wytrzymania duszny wagon, okazało się, że nikt tam nie palił a na dodatek w każdym 4 miejscowym przedziale z łóżkami jest cos co przypomina klimatyzator :) W cenie biletu można odebrać od kierownika wagonu.

Około 06:30 dotarłem do Tbilisi. Spało się wygodnie i każdemu polecam tą formę transportu, jako alternatywę dla marszrutki, którą jedzie się mniej komfortowo i dociera do stolicy Gruzji ok 02:00 co wymaga organizowania noclegu i płacenia za niego. Nocny pociąg załatwia ten problem idealnie :)

Z dworca kolejowego, który jest raczej w dość opłakanym stanie (z wyjątkiem części kasowej), od razu pojechałam metrem (0,5 Gel za przejazd- kupujecie plastikową kartę, którą doładowujemy dowolną kwotą w okienku kasy na każdej stacji. Każde przejście przez bramkę metra pobiera własnie 0,5 GEL) do stacji Didube, z której odjeżdżają m.in. busy do Kazbegi (inna nazwa to Stepancminda). Czekałem ok godziny, aż uzbiera się cały bus chętnych na ten kierunek i jak się okazało, byli to sami

Polacy. Czekając na zebranie się kompletu, zaczęliśmy wymieniać się informacjami o planach, praktycznych informacjach itp. Od razu wytworzyła się między nami fajna atmosfera. Nikt nie gwiazdorzył, a na to jestem szczególnie uczulony. Na ludzi, którzy starają się stworzyć wrażenie, że wszędzie byli i juz wszystko widzieli :) Tu nikogo takiego nie było.

Do Kazbegi ruszyliśmy ok. 9:00 i jechalismy ok 3 godzin (cena 15 GEL). W międzyczasie zatrzymywaliśmy się w ciekawych miejscach na fotki- Jezioro Żinwalskie, nad którym znajduje się szesnastowieczna twierdza Ananuri, i robiącą niezwykłe wrażenie widokowe- pomnik… jak na ironię- przyjaźni rosyjsko- gruzińskiej. Tam koniecznie trzeba się zatrzymać. Widoki niezapomniane.

W międzyczasie namawiam resztę grupy na zatrzymanie się w Nazi GuestHouse, u której mam już zarezerwowany nocleg. Reszta grupy jeszcze nie raz będzie się podśmiewać, że mam jakiś gratis od Nazi za bycie naganiaczem ;) Nazi okazuje się niezwykle sympatyczna gospodynią. Lokuje nas wszystkich- 7 osób w jednym pokoju. Od razu możemy też posmakować pysznych przekąsek, które dla nas przygotowała, zanim jeszcze wyjdziemy w trasę.

I tak po krótkiej regeneracji sił, jesteśmy gotowi na trasę do klasztoru Cminda Sameba. Droga zajmuje nam pieszo ponad godzinę, a wybieramy dosyć hardkorową drogę, bo w dobrym towarzystwie nawet trudna trasa jest jakby łatwiejsza. Co jakiś czas mijają nas samochody terenowe, w których zapewne zastanawiają się, po cholerę się tak męczyć na piechotę ;)

Tuż przed szczytem spotykamy niezwykłą przylepę- przeuroczego psa, który okazał się świetnym obiektem do zdjęć. I nie prosił za to nawet o 1 GEL :)
Liczyliśmy na super widoki i takie też są, choć czujemy się nieco rozczarowani brakiem widoku górującego nad tym terenem Kazbegu. Mamy więc powód aby powrócić tu następnym razem. Klasztor, choć niewielki, ma w sobie jakąś niezwykłą aurę tajemniczości. Do środka można wejść tylko po przepasaniu się zakrywającym nogi materiałem, a kobiety dodatkowo z nakryciem głowy. Można je bezpłatnie pożyczyć na miejscu. W samym miejscu świętym panuje przejmująca cisza.

Przy okazji Kasia, która sama postanowiła odwiedzić Gruzję, opowiada nam 2 historie z jej udziałem, które przekonują, że kobieta samotnie podróżująca po Gruzji ( i zapewne w wielu innych miejscach też) musi być bardzo czujna.
Wracamy do Nazi w międzyczasie zahaczając o restauracyjkę, w której zamawiamy pierożki chinkali. Są pyszne. W centrum miasta kupujemy 5l butlę z rzekomo dobrym, czerwonym winem i czaczę. Wieczorem po przepysznej, obfitej kolacji, siedzimy do późnych godzin, bo Rafał postanowił ku uciesze nas wszystkich nauczyć nas gry w

Tryktraka (zwanego też Backgammon’em)- planszowej gry narodowej Gruzinów. Co chwile dolewamy wina, które do czasu dotarcia do Kachetii taszczymy jeszcze ze sobą, wierząc, że nie jest takie złe. Po Kachetii każde inne wino jest grzechem przeciwko winiarstwu :)

Wspaniali ludzie maja w sobie siłę przyciągania, dlatego zmieniam plany, i choć miałem zostać dzień dłużej w Kazbegi, postanawiam jechać z nowymi przyjaciółmi do Kachetii przez Tbilisi. W samym Tbilisi każdy z nas próbuje kupić na dworcu kolejowym interesujące nas połączenia na kolejne dni. Każdy, mimo tego, że na całym dworcu tylko 1 kasjer mówi po angielsku, ostatecznie załatwia sprawę po jego myśli. Większość pojedzie wieczornym pociągiem do Batumi, a ja wybiorę inna destynację.

Do Sighnaghi, jednej z najpiękniejszych jak się później okazało miejscowości w Gruzji docieramy marszrutką z dworca Samgori (kilka stacji metrem z dworca kolejowego) i już na miejscu, po testowaniu u naszych gospodarzy – Mai i Geli, domowego wina ( najlepszego jakie do tej pory piłem, a niejedno już piłem ;) wybieramy się na piechotę do Monastyru Bodbe, niedaleko Sighnaghi. To miejsce gdzie znajdują się relikwie Św. Nino i cudowne źródełko. Odradzam jednak schodzenie do samego źródła, jeśli coś poważnego Wam nie dolega, policzyliśmy z chłopakami – to ok 1300 stopni w obie strony. Poza tym na prawdę poważnie chory nie dotrze tam, po padnie po drodze ;)

Koniecznie napijcie się wina po drodze z Bodbe do Sighnaghi w małej restauracyjce z zapierającym dech w piersiach widokiem na okolicę i góry Kaukazu.
Po powrocie, w związku z urodzinami Pawła, wspólnie biesiadujemy do późna przy towarzystwie tego najlepszego pod słońcem wina.

Następnego dnia super sprawa- przez naszą gospodynię, zamawiamy dla 5 osób (Kasia niestety musiała po śniadaniu wracać, bo tego dnia miała lot powrotny do domu :( trip taksówka po tzw. Wine Road. Ustalamy, że podstawiony będzie jakiś bus lub duży samochód, bo z kierowcą 6 osób to na zwykłą osobówkę za mało i jak się okazuje… przyjeżdża zwykły osobowy. Justyna na kolanach swojego chłopaka Pawła przejedzie w tej pozycji kilkugodzinny kawałek ;)
Samo Wine Road okazuje się strzałem w dziesiątkę i każdemu to polecam. Za 30 GEL/os odwiedzamy oddalone o ok godzinę drogi 3 winiarnie, a w każdej z nich możemy posłuchać o historii wina, jego różnych smakach, procesie produkcji itp. Możemy również wypróbować różne smaki. Nie trzeba być smakoszem win, żeby mimo to taki sposób zwiedzania okazał się na prawdę fajny. Po winiarniach jedziemy do Tbilisi, skąd po przepysznym obiedzie, reszta załogi wyjeżdżą pociągiem ok 18:30 w okolice Batumi, a ja zwiedzam Tbilisi. Mam na to ok 3 godzin Mam super pogodę (która z resztą towarzyszyła mi przez cały wyjazd) i z Placu Wolności, przy którym jedliśmy, udaje się pieszo pod monument Matki Gruzji, skąd rozpościera się genialna panorama, po czym kolejką gondolową zjeżdżam na dół do parku, przy którym znajduje się. m.in. „most- podpaska” ;) – most pokoju oraz budynek w kształcie dwóch połączonych tub- teatr- już na ukończeniu budowania.

Docieram w końcu metrem na pociąg nocny- kuszetkę, gdzie razem z moimi poznanymi pierwszego dnia znajomymi jadę do Zugdidi. Pociąg wyjeżdża o godz. 21:10 a na miejsce dociera ok 06:25. Spod dworca odjeżdża już po chwili marszrutka do Mestii, stolicy Swanetii (20 GEL). Bagaże są zapakowane przez kierowcę na górny bagażnik. Nie jest zaskoczeniem, że to głównie turyści stanowią pasażerów busa. Jedzie z przerwami na zdjęcia (głównie przy robiącej oszałamiające wrażenie zapora Inguri- druga największa na świecie zapora łukowa), kierowca zabiera nas też do małej restauracyjki gdzie zamawia na swój koszt przepyszne gruzińskie placki z mięsem.

W Mestii jestem już ok 11:00- więc po 4 godzinach jazdy. Widoki po drodze powodują, że choć po kolejnym zdjęciu aparatem obiecuje sobie go wyłączyć, nie ma takie opcji :) W Mestii wybieram się po zameldowaniu w Nano Guesthouse, na 4 godzinną trasę trekkingową nieoznaczonym specjalnie szlakiem, po górzystych terenach. Swaneckie wieże robią jeszcze większa wrażenie na żywo. To koniecznie trzeba zobaczyć! Mestia jest czymś pomiędzy wsią a miastem, można tu spotkać zarówno ganiające po ulicach ( w Całej Gruzjii w zasadzie to częsty widok) krowy, świnie i kozy. Jest tu również bardzo nowoczesny budynek policji, co również jest charakterystyczne dla całego kraju. Nawet w mniejszych miejscowościach najbardziej okazałym budynkiem jest zazwyczaj komisariat policji.

Nano Guesthouse to oddzielny temat. Bardzo dużo forów zawiera polecenia tego miejsca noclegu i w zasadzie ja równiez przyłączyłbym sie do tej opinii, gdyby nie to, że odniosłem wrażenie że właścicielką jest niezwykle oschłą, zasadniczą osobą. Spodziewałem sie uśmiechniętych pracowników i typowo „gruzińsko gościnnej” właścicielki. Tutaj było jednak zupełnie inaczej. Być może się mylę, ale Nino wydaje sie być jakimś lokalnym szefem zarządzającym całym transportem i zakwaterowaniem w Mestii. Sam nocleg, o ile jest w nowym budynku, jest bardzo jak na warunki Gruzińskie komfortowy. Jedzenie, choć również zachwalane przez innych, którzy już tu byli, mnie nie zachwyciło. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy może jest ze mną wszystko ok, skoro wielu mówi, że tu jest tak nadzwyczajnie. No, ale takie było moje szczere odczucie i nie będę udawał, że jest inaczej.

I mega pozytywny aspekt- poznałem u Nano kolejne fantastyczne osoby- 4 dziewczyny z Poznania, z którymi od razu złapałem świetny kontakt. Następnego dnia, tuz po śniadaniu, ok 7:00 wyjechaliśmy razem z Mestii do Kutaisi (25 GEL). Do wylotu z Kutaisi mieliśmy cały dzień (wylot 21:10), więc po dotarciu do centrum (choć dotarcie było cudem- kierowca o mały włos wszystkich by nas zabił z powodu swojej mega kłótni z innym kierowcą i prędkości, których żaden bus nie powinien w żadnych okolicznościach rozwijać a tym bardziej nie na Gruzińskich drogach) i pozostawieni bagażu w … sklepie spożywczo-przemysłowym ;) udaliśmy się do… tak wiem to straszne- do McDonalda a potem do nieopodal położonego parku, aby chwile odpocząć, siedząc w cieniu i delektując się wspólnym towarzystwem :) Pogoda tego dnia nas nie oszczędzała. Dałbym sobie głowę uciąć… że było ponad 40 stopni ;) Dziewczyny w drodze powrotnej, na bazarze kupiły przyprawy dla siebie i jako prezenty dla bliskich. Trzeba przyznać, że te aromaty mocno wchodziły w nozdrza :)

Przy odbiorze naszych bagaży, zaczepia nas jeszcze właściciel sklepu i przekształca sie to (nie pierwszy raz w Gruzji), w częstowanie pysznym białym winem domowym oraz rozmowy o życiu. Klienci jakby nigdy nic, robią zakupy a my drinkujemy z właścicielem. Ostatecznie, ponieważ wino nam smakuje, właściciel wysyła kogoś ze swoich do domu, aby przyniósł dla nas jeszcze butelkę na drogę. Na koniec wyściskujemy się serdecznie a nasze humory są w fantastycznym stanie.

Po zakupach, ponownie z dworca autobusowego złapaliśmy taxi do Jaskini Prometeusza, która znajduje się jakieś 30 km od Kutaisi. Przypomnę, że jechaliśmy w 6 osób jednym samochodem, więc komfort był może niski, ale za to atmosfera fantastyczna! Wejście do jaskini, mimo zapewnień na forach, jest płatna i kosztuje 7 GEL/os, można również wybrać opcję na końcu trasy przepłynięcia łódką fragmentu jaskini za dodatkowe 7 GEl, jednak my wybraliśmy w pełni opcję pieszą. Na koniec docieramy do miejsca z którego małą kolejką wracamy do startu :)
Ostatecznie wracamy taksówką na lotnisko i mimo ustalonej kwoty 30 GEL za przejazd z nami całej trasy, wręczamy taksówkarzowi 40 GEL, ponieważ okazał się niezwykle miłym, troskliwym… po prostu dobrym człowiekiem.

Lot powrotny o 21:10. Na lotnisku konfiskata małego mydła turystycznego, z podejrzeniem że jest to trotyl ;)
W tym kraju nie można się nie zakochać !

Praktyczne informacje:

Warto, o ile to możliwe, wcześniej zakupić bilety kolejowe, ponieważ jest na nie spory popyt. Jeśli będziecie chcieli robić to przez internet, po zarejestrowaniu się na stronie:

http://tickets.railway.ge/login.aspx?lang=en-US

można spróbować kupić bilet. Ja miałem jednak z tym problem, system nie otwierał okna płatności. Poniekąd rozwiązaniem była zmiana proxy przeglądarki na gruzińskie, np. 178.236.54.124 na porcie: 8080. Wówczas okno płatności kartą kredytową pojawiało się, ale i tak nie udało mi sie przejść procesu zapłaty. Jednak z tego co wiem

inni nie mieli na tym etapie problemu.

Warto zabrać ze sobą do Gruzji jakieś drobne podarunki. Gruzini sa bardzo serdeczni i gościnni. Warto byłoby odwdzięczyć się choć jakimś małym prezentem, najlepiej z flagą Polski.

Przelot helikopterem z Tbilisi do Mestii, na którego tak wielu Polaków polowało, został do odwołania już dłuższy czas temu zawieszony. A szkoda, bo połączenie niskiej ceny- ok 90 GEL z widokiem gór Kaukazu, na pewno niejednego by zachęcił do takiego szybkiego i ciekawego przemieszczania się.

Jeśli jedziecie taksówką, niech nie zdziwi Was przy dłuższych trasach konieczność zatankowania pojazdu, który co ważne trzeba opuścić na czas napełniania gazem. Wynika
to z tego, że w Gruzjii jeździ się na metanie, który u nas ze względu na duże ryzyko łatwopalności, a mówiąc jeszcze bardziej wprost- wybuchowości, jest zakazany do zastosowań w instalacjach samochodowych.

Ludzie spotykani w podróży

Ludzie spotykani w podróży…

Do tej pory zawsze skupiałem się na samych odwiedzanych miejscach i tamtejszych mieszkańcach, ich kulturze, zwyczajach itp.
Wyjazd do Gruzji przekonał mnie również, jak wartościowe jest spotkanie po drodze innych podróżnych, z którymi można dzielić się swoimi doświadczeniami, zaplanować chociaż cześć wspólnej trasy, czy po prostu się trochę powygłupiać 

I co ważne, mam na myśli praktycznie samych Polaków. Jak wiadomo Gruzja jest coraz bardziej popularną destynacja dla nas. Nie trudno spotkać więc tu rodaków. W ciągu tych zaledwie 5 dni cześć podroży spędziłem czas w sumie z 3 grupami osób z Polski. Poznaliśmy się przy okazji, po drodze, a od każdego z nich nauczyłem się czegoś ciekawego i co najważniejsze, czysto po ludku, byli to fantastyczni ludzie.

Słyszałem już wiele opinii o naszych rodakach za granicą, ale jak do tej pory mam same pozytywne doświadczenia. Pewnie ma na to wpływ też typ podroży i miejsce do którego się jedzie.